Geneza strony

Witaj nowy/stary czytelniku! Ten blog jest bardzo silnie inspirowany historią TC-96 i blogiem Patrycji.Chciałabym w tym miejscu obie autorki przeprosić Jednak na prośbę czytelników postanowiłam to kontynuować. Zapraszam do czytania!

środa, 28 kwietnia 2021

Rozdział 6 Wizyta Kiona i Rani oraz ich dzieci

 W tym samym czasie, kiedy Li przytulał się z babcią...


  - Zizi naprawdę to niemożliwe!- krzyknęła szczęśliwa Kiara. Szybko pobiegła do Kovu, swojego męża. 

- Kochanie nie uwierzysz. Jutro odwiedzi nas... Kion z całą swoją rodziną!- zawołała radosna lwica. Takie wizyty nie zdarzały się często, ponieważ Drzewo Życia było bardzo daleko. 

    Następnego dnia z samego rana Kiara powiedziała:" Dzieci nie uwierzycie. Dziś odwiedzi was wujek Kion, ciocia Rani i wasi kuzyni, ale najpierw musicie iść do wodopoju i się umyć!" Sea, Eli i Li się bardzo ucieszyli, ponieważ rzadko widywały inne lwiątka i szybko wróciły. Po powrocie długo czekały aż nagle zobaczyły cztery lwie sylwetki. Jedna z nich należała już do króla Drzewa Życia, druga do jego królowej,  Rani, a dwie pozostałe do ich dzieci. Dzieci było dwoje, dziewczynka i chłopiec. 

    Dziewczynka miała płowe futro, zielone oczy i pręgę. Z wyglądu była podobna do Ziry, jednak była lwioziemką i była bardzo miła oraz uprzejma. Nazywała się Helia.

Drugie dziecko nazywało się Czarn jednak wszyscy mówili na niego Czaruś. Lwiątko miało czarną sierść, czerwoną grzywkę i błękitne oczka. Czaruś był niemiły, odważny i zarozumiały. Lewek taki był, ponieważ Kion go za bardzo rozpieszczał np. dawał mu większe ilości pożywienia choć tego wcale nie potrzebował, utwierdzał go w przekonaniu, że on będzie królem itp.

        Lwy już się zbliżały. Dzieci nie mogły się doczekać, kiedy spotkają swoich kuzynów. Nagle Sea już nie wytrzymała i pobiegła w ich stronę Jej rodzeństwo po chwili tak samo zrobiło. Razem teraz szli (z Rani, Kionem, Helią, Czarusiem) w kierunku Lwiej Skały. Po kilku minutach już byli na miejscu. 
- Witaj ciociu i wujku!- krzyknęła Sea i się przytuliła do królowej Drzewa Życia
- Bardzo miło was widzieć- powiedziała szczerze Nala. Raptem dzieci Kovu i Kiary postanowiły się pobawić z kuzynostwem.

    - Cześć! Nazywam się Sea- przedstawiła się biała lwiczka Heli i Czarusiowi.
- O witaj. Ja mam na imię Helia o to mój brat Czarn, ale wszystko go nazywają Czaruś- powiedziało zielonookie lwiątko.
- Ja się Eli- odparła najstarszą lwiczka.
- A ja Li!- zawołało dziarsko dziecko Kovu i Kiary. 
- Może się pobawimy się w berka?- krzyknął Czaruś
- Tak!
     Nagle lwiątka zaczęły się bawić. Na ten widok Kiarze coś się przypomniało.Podeszła do lwiątek i powiedziała: "Znam przepiękne miejsce. Chodźcie za mną". Dzieci posłusznie szły za mangową lwicą. Raptem matka Eli, Sea i Li się zatrzymała i pokazała im przepiękne miejsce. To była plaża. Morze było krystalicznie czyste.  W piasku były bursztyny. Mały zefirek dawał dużo powietrza. Zaraz obok plaży był duży kanion i małe drzewko. Był bardzo piękny, jednak podczas przypływu potrafił być niebezpieczny. Eli, Sea, Li, Helia i Czaruś byli oczarowani
- Pamiętajcie, jednak, żebyście byli ostrożni- nagle powiedziała Kiara- Kiedy jest przypływ musicie wracać na Lwią Skałę
- Mamo, ale kiedy nastąpi?- zapytała Eli
- Wieczorem
    Nagle lwica odeszła i Czaruś zawołał:" Mam pomysł! Rozdzielimy się na grupę "Chłopców" oraz "Dziewczyn"! Lwiątka niechętnie się zgodziły.
    Eli, Sea i Helia bawiły się w chowanego, a Li i Czaruś w berka. Raptem pomarańczowa lwiczka odparła:" Ja na chwileczkę wejdę na drzewo". Reszta dziewczynek się dziwiła jednak nie przerwały zabawy.
    Eli na gałęzi sobie pomyślała:"Jaki piękny dziś dzień". Nagle wpadł jej do głowy pomysł.
    - Hej Li, Czaruś! Może razem się pobawimy?- zapytała lwiczka. Chłopcy się zgodzili. Najpierw bawili się w chowanego, później w berka, a następnie w rodzinę. Tak miło spędzali czas, że nie zauważyli, kiedy zbliżał się przypływ...
    Raptem, kiedy lwiątka się bawiły w drzewko( zabawa polegała na tym, żeby na słowo start szybko wdrapać się na roślinę) Helia, Czaruś, Eli i Li szybko usiedli na kakaowcu, długo nie było widać Sea. Nagle morze zaczęło przybliżać się do bohaterów. Raptem Eli sobie coś uświadomiła. Przecież jest już przypływ! Najstarsza z dzieci zaczęła szukać swojej siostry. Zobaczyła przerażający widok.
    Mała biała Sea... została porwana przez prąd, przez przypływ. Siostra nie czekała. Szybko złapała ją delikatnie za kark i wyciągała na brzeg. Nagle ją samą porwał prąd! Na szczęście szybko pojawiła się Kiara i zabrała lwiątka do domu. 
    Po dotarciu na miejsce przyszła królowa Lwiej Ziemi zapytała swoje potomstwo:" Moje dzieci. Dlaczego nie przestrzegacie zasad"?
- Mamo ja zapomniałam. To nie moja wina- odpowiedziała Eli.
- Kochanie. Jesteś najstarsza powinnaś być bardziej odpowiedzialna.- odparła lwica
- Ja, ja , ja...- i nagle pomarańczowa lwiczka się rozpłakała i uciekła w kąt groty. 

    

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Rozdział 5 "Chory"

 Przez pierwsze dni stan Li' ego był bardzo zły. Dopiero szóstego jego zdrowie się poprawiło.  Mimo to nadal nie mógł wychodzić z jaskini, dlatego, że Szaman stwierdził u niego zapalenie płuc. Pewnie lwiątko bardzo by się nudziło gdyby nie Sarabi, ponieważ ona codziennie przez cały dzień opowiadała o przeszłości Lwiej Ziemi.

- Babciu opowiesz mi o swoim dzieciństwie?- zapytał pewnego dnia syn Kiary i Kovu

- Dobrze bardzo chętnie- odpowiedziała stara lwica- Pewnie jak już wiesz ja wcześniej nie pochodziłam z Lwiej Ziemi, ponieważ urodziłam się na Ptasiej Ziemi. Ptasia Ziemia była przepiękna i różniła się od tej krainy  na, której teraz żyjemy tym, że wszyscy sobie bezgranicznie ufali. 

- Łał. Naprawdę cudowne miejsce-  powiedział Li

- Tak to było śliczne miejsce. Pewnego dnia przybyły trzy hieny. Wydawały się bardzo przyjazne. Aż do czasu...  Kilka tygodni później po ich osiedleniu moja mama Luri mnie i mojego brata Liesa...

- Babciu czyli to od niego dostałem swoje imię!- nagle przerwało jej lwiątko

- Tak zgadza się to prawda. Luri nas obudziła wcześnie rano i powiedziała, żebyśmy poszli do wodopoju umyć się, bo czeka na nas niespodzianka. Szybko tam poszliśmy. Pięć minut później mieliśmy już wracać, ale nagle zobaczyłam małego ptaszka. Wtedy powiedziałam mojemu bratu: "Chodź może go złapiemy"? On wtedy odpowiedział: "Chciałbym ale wiesz nasza mama...

        Tak codziennie mijały dni Li'emu aż do odzyskania zdrowia. Choroba trwała trzy miesiące. Następnego dnia rano Kiara zapytała swojego synka, czy się nudził podczas choroby. 

- Nie mamo.W ogóle nie zaznałem nawet odrobinki znużenia, dzięki swojej kochanej babci Sarabi. Mangowa lwica słysząc te słowa uśmiechnęła się. Nagle do niej przyleciała Zizi( majordomuska po Zazu) przynosząc wesołe nowiny. W tym samym czasie dziecko Kiary poszło się przytulić do swojej babci.